skradziony spokój

Słońce weszło w znak Raka. Za oknem czerwiec idealny. A dla mnie pierwszy od dwóch lat dzień absolutnej wolności, kiedy dziecko w żłobku, chłop w pracy a ja sama w domu. Pożeram chełpliwie każdą chwilę. Sycę się tym, co powinno być naturalne i osiągalne częściej: czas dla siebie. Jak większość matek, kocham swoje dziecko, ale kilka godzin bez niego i z samą sobą jest jak balsam na zbolałe, wiecznie napięte, uważne i pozostawione w gotowości ciało.

Zrobiłam powoli zakupy i ugotowałam obiad. Zapaliłam znicze na grobie mamy. Wyprowadziłam psy na długi spacer, wdychając zapach zboża mieniącego się w słońcu i sosen kołysanych lekkim wiatrem. Podrapałam sobie łydki gałęziami, zakurzyłam piachem suchej drogi. Wybaczyłam psu wytarzanie się w łajnie.  Wlazłam na drewnianą ambonę na skraju pola, żeby popatrzeć z góry na wieś. Wróciłam do domu i wypiłam koktail truskawkowy, nie duszkiem, ale łyk po łyku, wciskając w podniebienie smak lata. Póleżąc na kanapie poczytałam książkę.

Kiedyś byłam duszą towarzystwa. Dzisiaj jestem duszą leśnego domu. Bliższa jest mi mowa ptaków niż wieczorna paplanina knajpy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>