Mamut i inna epoka

Dzień matki, którego jestem adresatem. Drugi taki. Mój syn nie ma jeszcze dwóch lat, dziś rano przytula się mocno i wypowiada więcej niż pojedyncze słowo; słyszę znienacka: ‚mamusia moja’. Taki oto prezent.

Podczas jego drzemki sycę się ostatnimi dniami urlopu, jest piękne popołudnie, świeża zieleń na krzewach, śpiew ptaków zakłócony co jakiś czas brzęczeniem muchy, niczym trzydzieści lat temu, kiedy leżałam w tym miejscu na kocu w trawie i słuchałam tych powtarzalnych, niepowtarzalnych symfonii. Mama kręciła kogel mogel, obierała nowalijkowe pomidory albo myła pierwsze truskawki. Dzisiaj mamy wszystko, poza tym jedynym, pierwszym po zimie smakiem , którego główną nutą była tęsknota. Ubijałyśmy masło z mleka przywożonego z zagrody na końcu szutrowej drogi. Robiłyśmy leniwe. Byłyśmy leniwe. Tym cudownym lenistwem bez wyścigu szczurów i technologii.

Później brałam pod pachę gitarę i przemierzałam osiedle na północy Łodzi, wkładałam uszyte przez nią kiecki, jeździłam na wypady gdzie królował blues i ona sama, gdzie moi znajomi byli jej znajomymi a jej moimi i tak jest do dzisiaj, chociaż jej już nie ma. Już ponad cztery lata a telefoniczna linia informacyjna ciągle otwarta. Ona odeszła, oni są, opowiadają o swoich wnukach, pytają o mojego syna, którego ona nie poznała a który uczył się chodzić w miejscu gdzie ja uczyłam się chodzić po drzewach.

Brakuje Cię Mamucie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Mamut i inna epoka

  1. ~maszka pisze:

    Łączę się w tęsknocie Frutku.
    Happy mother’s day! Bądźmy szczęśliwe, kochane mamy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>