na drugim biegunie

taki dzień, pierwszy po zimie, że las i ogród zalany falą słońca. tego się nie da pomylić z niczym innym: wiosna. oddycham budzącym się życiem, wystawiam twarz na kojące ciepło. i pierwszy, tak lekki, uśmiech, odklejający się od wiecznej zmarzliny, ostrych krawędzi lodu, śnieżnych hałd o kształtach znaków zapytania.

trzy miesiące pytań o to, jak będzie. najkrótsze dni w roku z mocnym nowiem w Koziorożcu. lęk w ciemności. i teraz, nagle, ukołysanie niepokoju, radość z zapachu powietrza, zaprowadzonych porządków, zamiecionego tarasu. bo może będzie dobrze; bo tak miało być.

kiedy w październiku przeglądałam swoje tranzyty i progresje, wśród wszystkich spójnych elementów dominował jeden wniosek: zmiana niemalże karmiczna, tak wielka, jak podróż do Omanu dziewiętnaście lat temu. Zmiana co osiemnaście lat, kreślona cyklem Księżycowych Węzłów, progresją osi ze znaku do znaku. nie wiedziałam tylko dokładnie Co, bo choćby świetnie znać astrologię, to w odniesieniu do siebie samego nie można zobaczyć spraw, które miały dla nas pozostać ukryte..

rzuciłam korporację i podpisałam umowę w nowym miejscu. w listopadzie – okresie przejściowym – pracowałam w dwóch firmach naraz, kończąc i zaczynając, sto siedemdziesiąt procent etatu w sumie. zmęczenie i stres górowały, aż w grudniu padłam na kolana. myślałam, że jestem chora, wyekslopatowana do cna, że coś jest bardzo nie tak. ale to był, po prostu, pierwszy trymestr ciąży.

zimowe dni naznaczył zatem szok (bo przecież podobno nie mogłam), przerażenie (bo nie mam już dwudziestu lat), świadomość bezrobocia (bo okres próbny w nowej pracy nie został w tych warunkach przedłużony), nieuchronność zmian (bo przecież poukładałam już życie w stronę bezdzietności). strach, ciężar, później ciekawość i pokora wobec zdarzeń. i na szczęście – olbrzymie wsparcie, jakie dostałam od  Nie Męża i przyjaciółek – tych dzietnych i bezdzietnych. aż wreszcie, z promieniami wiosennego słońca – nadzieja i radość.

jest teraz taki czas, że ostrzał w głowie i państwach ościennych. zagrożenie na różnych frontach; konieczność przekraczania granic w razie czego.

trzeba żyć tak, by żyć; i mimo niepewności czuć szczęście.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „na drugim biegunie

  1. ~teufel pisze:

    gratulacje :)

  2. ~carol pisze:

    Gratuluję! Wspaniałe wieści! Wszystko się poukłada. znam wszystkie uczucia o których piszesz, cztery lata temu wiosną był szok (bo to przecież niemożliwe), dezorientacja (jak to?) i mnóstwo strachu o wszystko od zdrowia po przeżycie bo umowa o pracę skończyła mi się w połowie ciąży. Jakoś się poukładało. Kiedy urodziła się Nadia wszystko to gdzieś zginęło a ja zakochałam się totalnie od najpierwszej chwili. Uf, zaraz się rozpłaczę :) chciałam napisać, że mnóstwo wspaniałości na Ciebie czeka. Wszystkiego dobrego.

  3. ~puzzel pisze:

    ale u Ciebie zmiany Fru, tak jak kiedys, dawno temu napisalas poslugujac sie slowami Petera Gabriela ” The only constant I am sure of Is this accelerating rate of change” ;)

    pozdrawiam:-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>