Irlandia, Polska, Holandia, Boliwia

Limerick we mgle. Maszka zabiera mnie na kolację do Clariona, papieros na tarasie nad rzeką, zakupy w Dunnes, butelka wina na Annacoty. Wielki, przytulny dom, drewniana ława, szczypiące od niewyspania oczy. Biuro w Technology Park na poziomie, atmosfera w porządku, wszystko na swoim miejscu. „To najlepsza firma, w jakiej pracowałem” – mówi mój irlandzki zwierzchnik.

Kilka lat temu, wchodząc do sklepu w Limerick myślałam: cholera, ale tu drogo. Teraz widzę, że ceny żywności w Polsce dogoniły te w euro, polskie pensje niestety nie. Frustracja strzela nagle, gdzieś spomiędzy półek z herbatą McGrath za euro czterdzieści. Drugi strzał goryczy trafia między oczy w Penneys. Bielizna, ubrania, komplety pościeli. Moje ulubione, tańsze niż u nas i lepsze jakościowo, mimo tego, że to tylko Penneys. Tam Penis u nas chuj, mówiąc krótko.

Na urodzinach Maszki odpalamy gitarę i pod nisko zawieszone irlandzkie niebo wyfruwa Oddział Zamknięty i Bobby Mc Ferrin.

Na trasie do Dublina owce, krowy, niekończące się pastwiska. Brak lasów; brak lasów i deszcze są tym, co mnie stamtąd wygnało. Poza kilkoma innymi czynnikami, takimi jak tęsknota za karolewskim mieszkaniem, łódzkimi parkami, żydowsko-polsko-niemieckim duchem miasta. Samolot powrotny z Dublina leci prawie na stracenie, półprzytomna ląduję w Warszawie, akurat w trakcie ewakuacji terminalu numer dwa. Właściciel porzuconej czarnej walizki uparcie nie chciał po nią wrócić.

Myślę o tym wszystkim dzisiaj, po powrocie z kawy z praprawnuczką Izraela Poznańskiego, zorganizowaną przez Dumbo w ramach jej nowej pracy.

Ja natomiast, poza dłubaniem w papierach dla irlandzkiej telefonii komórkowej, zostałam jeszcze dilerem koki. A ściślej jedynego legalnego, produkowanego w Amsterdamie i akcyzowanego w Polsce likieru z liści koki pod nazwą Agwa de Boliwia. Drinken, por favor!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Irlandia, Polska, Holandia, Boliwia

  1. maszka pisze:

    dobrze Cię było tutaj mieć, nawet na tak krótko.

    Niestety ja bardzo odchorowuję takie wizyty – straszliwie później tęsknię… Już kilka razy widziałam Cię na ulicy, choć oczywiscie dawno byłaś w Łodzi. Sposobem na to jest nie – jak by się mogło zdawać – takich wizyt zaprzestanie, ale zdecydowane ich pomnożenie.
    Zapraszam ponownie. I jeszcze. I znowu. I na długo….

  2. fru ---> maszka pisze:

    Maszko, gdyby nie aerofobia, bylabym zdecydowanie czesciej. Tez tesknie. I dziekuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>