2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
listopad
2009
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad

------------
Blogi Emigracyjne
Dominika
Maszka
Perkusista
Somsiad
Weronika
Myszy

GG 4281068
my songs & more

po..koleżeńsku i artystycznie
Witold foty
Siarka foty
Tomek Wawrzyczek foty
Renata - czyli Peri
Artystyczna Pracownia Fryzjerstwa i Stylizacji - Potrek
NEO Wojtek i Maya

astrologia
forum anahelli
astro.com
astrolabium

po.. za słowami innych
Majka
aditi
dada
jesienna
malgorzata
maryshka
michael
migawka
niekreatywna
out-sider
satine
tehilo
yours

po..za sławami (pasje)
blue october
maria mena
sade
paula
david lynch
eric clapton
marc cohn
rock4
sophie
u2
alanis
jewel
buddha bar
peter gabriel
marillion
pink floyd
fish
dave matthews
tori amos


jezioro

„Gdybyś wiedziała, jak dawniej było cudownie” – mówi Danuta Szaflarska w ‘Pora Umierać’ do swojego psa – „lata były bardziej gorące, a zimy mroźne, śnieżne, piękniejsze. A pieski były mądrzejsze..”

Czasami łapię się na tym, że tak rozmawiam z Ogórkiem. Tak, jakbym ciągle nie umiała żyć teraz i tutaj, a każda chwila w sekundzie przemijania zyskiwała na wartości i stawała się cenniejsza z upływem kolejnych.

Jezioro rozlewa się po moich rękach zapachem rumianku i lawendy.  Bo kupiłam mydło w płynie jadąc półtora roku temu nad jezioro. Dziś zapach tamtego jeziora i zapach tego mydła to jedno i to samo.



2011-12-13 22:02:08 skomentuj (6)



synastrie, dywany w domach horoskopu

Niedzielne przedpołudnie, kubek kakao, rozrzucone książki. Za oknem dziwny grudzień, prawie plus dziesięć. Cisza, w której rozciągam się jak kot.

‘Astrologia Głębi’ Marks i ‘Cykle Życia’ Arroyo. Cykliczna interpretacja tranzytów wg Rudhyara. Żeby zrozumieć, patrzę wstecz, siedem lat, trzy lata. Okręgi zdarzeń, fale kompensacji.

Oglądam horoskopy, cudze ascendenty wkłute w różne fragmenty mojej przestrzeni.   Odtwarzam w pamięci twarze i słowa. Wszystko się kołtuni, wątki, kłębki, kosmyki i pętle, huk maszyn, jak wewnątrz wielkiej tkalni. Nic nie widać z bliska, dopiero później, z pewnej odległości wyłania się Wzór.

Wyściełana jestem Dywanem Waszej Obecności, który przykrywa fakturę moich fundamentów, ociepla szorstkość podmurówki, zastygłą podstawę domów.

2011-12-04 12:59:22 skomentuj (1)



pola cd

Krople przesiąkają we mnie, jestem rozoraną ziemią. Ostatnie Żywe wyjęto, oskrobano, przegryziono na pół i roztarto zębami. Teraz tylko złapać powietrze, oddychać głęboko; niech zimny wiatr przyniesie ziarno. Jeszcze chwilę tej wilgoci i zamarznę; ostre żłoby w miejsce rozdeptanego błota.

Później odrobinę ciepła z ciężkiego nieba, chociaż przesmyk, żeby ogrzać zdrewniałe ręce.



2011-12-01 13:24:39 skomentuj (0)



przedpola zimy

Opadły ze mnie wszystkie liście. Konary gną się na wietrze w desperackim geście zaprzeczenia.

Zdaje się, że cztery silne wiatry uderzyły w tę samą koronę. Piątej strony świata już nie ma, więc nie wiem, gdzie iść, by odpocząć.

Najchętniej stałabym się pyłkiem szyszki, niesionym przez owady następnej wiosny. Najchętniej usnęłabym pod chłodną płachtą, bez niczyjej wiedzy i wnikliwych oczu.

Wiem, że śnieg niczego nie zmieni. Biała powłoka nie wyczyści świata, złudzenia topnieją w czasie. Jeśli Zmrożone zmieni stan skupienia pod wpływem jaskrawych promieni, trzeba będzie przyjąć wilgoć, wchłonąć każdą kroplę, nie wycierać chusteczką. Kiełki przebiją warstwy, powoli i boleśnie, tak jak wyrzyna się ząb. Wiem, że trzeba miesięcy, by życie wstąpiło w gałęzie, by skóra otworzyła się na światło; dłonie na ciepło, las na piknikowiczów.


2011-11-20 22:54:38 skomentuj (0)



listopad

Faza Skorpiona. Mocna Faza. Czytam Tokarczuk, Prowadź swój Pług przez Kości Umarłych, powieść astrologiczną. Nic dziwnego, że znalazłam ją właśnie teraz. Książka jest  zgodna z symboliką fazy. Jest w niej i morderstwo i olbrzymia wrażliwość, jest w niej głębia w nieco sarkastycznej formie. Skorpion. Podczas czytania przypominam sobie o spójności zjawisk, doznaję zagadkowej komplementarności i ogarnia mnie spokój jakiś, radość. Im bardziej wchodzę w książkę, jej klimat, klimat Kotliny Kłodzkiej, gdzie Majka ma dom, tym bardziej odchodzę od tego, co się aktualnie dzieje w życiu. Dystansuję się, odsuwam, alienuję wewnętrznie. Potrzebuję tego.
 
Rano nie zrywam się do pracy, zostaję w łóżku. W nowym, wielkim, drewnianym łóżku z wygodnym materacem i śliskim, chłodnym prześcieradłem.

‘Myślę, że każdy z nas, patrząc na swój horoskop, odczuwa wielką ambiwalencję. Z jednej strony jest dumny, że na jego indywidualnym życiu odciska się niebo, jak pocztowa pieczęć z datownikiem na liście, w ten sposób jest naznaczony, jedyny w swoim rodzaju. Lecz jest to zarazem uwięzienie w przestrzeni, wytatuowany więzienny numer. Nie ma od tego ucieczki. Nie mogę być kim innym, niż jestem. Straszne’

Straszne, pani Olgo.

W niektóre dni płynie w żyłach magia. Wieczorem będę śpiewać. Oby przy świecach.



2011-11-10 14:53:31 skomentuj (0)



teoria spisku

Wywalili Obcego z nogi. Nadal nie wiedzą, czym był. Chirurg wyglądał jak Mariusz Szczygieł. Być może cały ten Obcy ukartowany został przez Polsat.

Histopatologia za dwa tygodnie.



2011-10-27 17:27:37 skomentuj (0)



messing around; czyli jak kogoś przyPiSać do ideologii

Drabina i folia malarska na środku sypialni. Wyrzucony na balkon materac. Impregnowanie podłogi. Wszystko rozpieprzone.

W pracy praca, po pracy druga praca, w międzyczasie śpiewanie, zlecenia na śpiewanie, wydzwanianie do znajomych fachowców i dziennikarzy w sprawie wykorzystania piosenki bez mojej wiedzy i zgody. Otóż, w poniedziałek o 22.40 1 program TVP wyemitował film na temat kampanii wyborczej PiSu. Bohaterkami dokumentu Aniołki Prezesa. Tłem dokumentu muzyka. Na przykład T-Rex i Fru-th. O ile T-Rex ma, przypuszczam, gdzieś, że jest podkładem do wypowiedzi Aniołków, tak ja niekoniecznie. W pierwszej chwili jestem zaskoczona, myślę sobie, o fajnie, puścili kawałek na jedynce. Ale zaraz  totalna konsternacja – nie chcę być podkładem dla Aniołków  PiSu, never ever. Dlaczego mi nikt nie powiedział? Zasięgam informacji. Koleżanka z TVN twierdzi, że producent bierze kawałek, wypisuje haracz dla ZAIKSu i reszta go nie interesuje. Że to tylko tło, kilkanaście sekund. Dodaje jednak – na twoim miejscu też bym się wkurzyła.
 
Nie daje mi to spokoju, przecież to dokument o zabarwieniu politycznym. Jak można w nim wykorzystywać czyjąś melodię bez akceptacji autora? Po dobie przemyśleń, kiedy już prawie daję temu spokój, kolega przesyła linka, z którego dowiaduję się, że powtórka programu jest dzisiaj a o filmiku pisze w necie Wyborcza i Dziennik.
 
Tak naprawdę zajmuję się tym wszystkim tak intensywnie, głównie po to, by nie myśleć w kółko, że z mamą jest źle.

2011-10-13 10:03:53 skomentuj (0)



kwadra-tura

Dom Majki w Kotle to skansen na zboczu góry. W drewnianych ścianach śpi tajemnica sięgająca XIX wieku, wieczorem spływa powoli do wnętrza spomiędzy porozwieszanych tu i ówdzie obrazów Wojtka. Układa się smugą na czole, usypia. Na spacer idziemy do Oleśnic, to już w Czechach. Ze skansenu jest 300 metrów do granicy.

Z Kotła, najpierw pasmami górskimi, pózniej przez wyżyny, do Pragi. Miasto przepływa przeze mnie nurtem ciemnego Staropramen, fragmentami ‘pana Samochodzika i tajemnicy tajemnic’, wszystkimi językami świata wybrzmiewającymi na Moście Karola.

W Szklarskiej Porębie, na wyciagu na Szrenicę, zamarzam jak po pocałunku Królowej Śniegu – pejzaż jest tak piękny, że w bezruchu wpisuję się w mroźne tło, dyndając skostniałymi nogami.

Kiedy ziąb odchodzi i jesień rozkłada się szeleszczącymi fałdami płaszcza w łódzkich parkach, leżę w łóżku z zapaleniem gardła, katarem wbijajacym gwoździe w dno oka. Mieszkanie, które zawsze było jasne, wydaje mi się szare. Ciepło nie chce wpadać jak dawniej przez uchylony balkon. Promienie słońca, które zawsze z uporem lizały szyby, aż trzeba je było chronić żaluzjami, teraz omijają okna, idą dalej, do innych. Nie wiem, co się dzieje. Osłabienie jest we mnie, jest z zewnątrz. Nie wiem, co się dzieje, co za przekora. Oczywiście, że wiem, tylko nie pamiętam. Saturn kwadratura Słońce, kwadratura Księżyc, kwadratura Wenus. Jakby ktoś w Pełnię Księżyca strzelił z boku gównem.

W to wszystko przyjeżdża z Londynu Dagmara, której nie widziałam półtora roku. Majka wraca z Kotła. Śmiejemy się trochę jak kiedyś, ale między śmiechem gadamy o chorobach. Tak, wypadek na rowerze, gardło, gorączka czy coś i od maja obcy w nodze. Obcego wywalą za trzy tygodnie. A potem, znowu, znowu to samo – czekanie na histopatologię, tłumiony lęk, bo przecież jestem genetycznie naznaczona.

Za pięć dni mam zaśpiewać, a wokal jest na Syberii. Zamarznięty, zachrypiały, kamienny. Trzeba rozwieść flaszki do lokali, trzeba przycisnąć, zająć się pracą. Trzeba.

Nie pisałam ostatnio, bo było mi dobrze. Starałam sie nie emitować tym śródtkankowym, swoistym, ekshibicjonizmem. Ale mi przeszło. Ja, ja, ja, właśnie tak. Ja. Siebie. Czuję, jestem, piszę o tym. 

Aha, widziałam więc siebie w jednym filmie; rola zagrana przez Gwyneth Paltrow, film The Proof. Strój, włosy, rozstrój, siostra. Tak.



2011-10-03 11:44:22 skomentuj (5)



pewniki i wypadki

‘pewne jest tylko to, co się już wydarzyło’ – czytam na blogu Maszki. Uśmiecham się gorzko.

Zatem na pewno po pogrzebie piliśmy z braćmi wódkę i słuchaliśmy Deep Purple, bo ich ojciec nas tego nauczył. Na pewno Robert dał mi wczoraj prezent a w niedzielę wyleciałam przez kierownicę roweru szwagra. Historia lubi się powtarzać, na pewno siedem lat temu miałam podobny wypadek. Odcienie fioletu na twarzy również. Na pewno jest w nas dużo miłości, pamięci i żalu. Na pewno zasnęliśmy wczoraj przytuleni a tydzień temu na pewno się kłóciliśmy. Na pewno kupiłam zestaw do tacos ale nie mogę być pewna, że je zrobię, bo linia między tym, co już, a co może być jeszcze, jest ciągle niezbadana. Ta linia wznieca żal ale jednocześnie nadzieję, jest konturem racjonalizacji.

Na pewno za mną kilka dobrych dni. Mieszkanie matki Roberta jest miejscem, w które się wpada i nie chce wracać do domu. Wrażenie owe towarzyszy od pierwszego wejścia w ten niezwykły świat. To mieszkanie jest oazą spokoju. Skrzypiąca, drewniana podłoga, przeszklona ściana za którą balkon z kłębowiskiem roślin na drewnianym stoliku; w pokoju stara, duża lampa z abażurem, okrągły stół, ścienny zegar, jasna kuchnia, przedwojenny młynek do kawy. Każdy szczegół na swoim miejscu jak szczypta szafranu w risotto, odpowiednia ilość cukru w serniku, do którego ser mama R. gotuje ze słodkiej śmietanki i jajek. Obecnie tam mieszkamy, bo zajmujemy się Jej kotem.  Na kanapkach piętrzą się kapary i papryka.  Na stole antipasti. W piekarniku zapiekanka. Przy stoliku obok miękkiego fotela „Rodzinna Historia Lęku” Agaty Tuszyńskiej. W opozycji do tytułu książki osiągam stan ducha bliski bezpieczeństwu.

W planach wyjazd do Majki w góry i Praga.



2011-09-07 11:12:00 skomentuj (1)



Płótna

Nie wiem, jak Go nazwać. Ex-ojczymem? Tak czy inaczej, umarł.

Kilka miesięcy temu odwiedził moją matkę. Akurat miała przerwę między kolejnymi porcjami chemii. Zapytała mnie później retorycznie „Jak to jest, że jedni tak ciężko walczą o życie, a inni je bezmyślnie oddają, kawałek po kawałku?”

Przeczuwaliśmy, że już niedługo. Mówiliśmy o tym z braćmi zaledwie miesiąc temu. Nie miał jeszcze sześćdziesięciu lat. Dni, kiedy z nami mieszkał pamiętam zbyt dobrze, by przestać się dziwić, że to już, tak szybko.

„Bóg to jest dobry buchalter” – mówi Szenbertowa w „Prawieku” Olgi Tokarczuk. – Pilnuje rubryk „winien” i „ma”. Co się natraci, to się narodzi.

Moja siostra w lipcu urodziła syna. To jej drugie dziecko.
 

Nadchodzi kolejna jesień, będę o niej pisać, jak co roku. I jak co roku ciągle jestem głodna na życie, na kolorowe piękno rozsiane na straganach, na to, by uśmiechać się do wirującego we mnie kalejdoskopu chwil przeszłych, teraźniejszych i przyszłych, które zlewają się w żyjący wewnątrz pejzaż. Wydaję się być dla niego ramą. Ręce, nogi, brzuch; coraz bardziej suche, zdrewniałe, obłuszczone, każdego dnia zamykają swą formą arcydzieło: ludzką pamięć i wyobraźnię. Przybijam się do ściany, oglądajcie.



2011-08-24 12:37:08 skomentuj (3)



karta XXI - świat

Psychologia zorientowana na proces; proces zorientowany na zmianę. Nic nie pozostaje niezmienne i całe szczęście.

Tyle najróżniejszych stanów umysłu. Tyle najróżniejszych stanów świadomości. Ujawnianych na przemian w Starcie i w Domu. Dochodzenie do siebie w relacjach, szukanie siebie. Od najwyższej radości, beztroskiego śmiechu, po myślenie tak intensywne, że aż boli głowa a usta wysychają od emocji i wniosków. Od uśmiechu i idealistycznej miłości, przez wdzięczność; do dna własnej agresji, niechęci, smutku, strachu, zmieszania, dezorientacji i wstydu. Od pustki do pełni i spowrotem. Cała paleta barw, z których każdy tworzy obraz na podobieństwo siebie i świata.

Oferta świata jest kompletna. Jeśli czegoś nam brakuje, oznacza to, że nie potrafimy tego przyjąć.



2011-08-11 11:58:35 skomentuj (8)



dobrze panie bobrze

Pojechaliśmy  nad Zalew Sulejowski, rozbliliśmy namiot, położyliśmy się na kocu i wtedy przypłynął bóbr. Poszliśmy za nim w zarośla. Urwał sobie kawałek trzcin i kompletnie ignorując naszą obecność w zasięgu trzech metrów od siebie, schrupał kolację.

Muszę przyznać, że bobrowy akcent był super. Zestawiając sulejowski wyjazd z szalejącym kursem franka, londyńskim wandalizmem, wywołującym mdłości tematem przyjęć weselnych, jaki  wypełnia przestrzeń, w której muszę pracować – był najlepszym, co się ostatnio wydarzyło. Niezbędnym spokojem, łagodnością; jak te żaglówki na wodzie.


W Tisha be Av śpiewam babci na grobie Niga el ha Halom. Już trzy lata.



2011-08-10 14:26:41 skomentuj (0)



Locations of visitors to this page